Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 125 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

''Gdzie jest ta siła i skąd ją brać? Skąd tyle wiary, by mocno stać?

środa, 27 grudnia 2006 15:56


 

 

 

Jak Anioł, co nowe Życie dostał,

Tak ja,

Kroczę Drogą ku Doskonałości.

Blask świec mą Postać rozświetla,

Gdy Wiatr szpecze mi Słowa,

W których jest Nadzieja...

 

 

Chcę blaskiem swojej duszy

Pokazać Tobie Drogę.

Chociaż nie wiem, dokąd ona prowadzi.

Nie byłam bowiem nigdy

W Krainie Szczęścia.

Wiem jednak, jak tam iść.

Dokonaj rzeczy niegdyś niemożliwej dla mnie.

Wznieś się na Wyżyny i biegnij co sił.

Nie ustawaj w swej Wędrówce Życia,

Nawet,

Jeśli wydaje Ci się,

Że idziesz złą Drogą.

Przecież...

Droga nigdy nie jest zła...

 

O tak,

Doprawdy- dziwna ze mnie Postać.

Twarz, która widziała już

Wszystko, co Świat

Uważa za Tajemnicę,

Oczy, które-

Przenikając wnętrze-

Potrafią poznać najskrytsze

Zakamarki duszy...

I Łzy...

Tak, Łzy...

Słone krople,

Które znałam tylko ja...

 

 

Podobno jesteś Lekarzem... Przepisz mi, proszę, Receptę na Życie. Tylko tak, żebym już nie czuła Bólu...

Dlaczego nie?- pomyślałam...

Codzień długie spacery w świetle wschodzącego Słońca...  Nie zapominajmy też o przeogromnej dawce Szczęścia i dwóch pastylkach Nadziei przed snem. A później tylko spacer w świetle Księżyca i... Sen.

To wszystko? Czy stosując ową terapię, mogę wreszcie być Szczęśliwa?

Ależ oczywiście

...

Stosowałam się do nowych zaleceń, robiłam dokładnie to, co wyznaczała mi recepta... Czemu nie pomaga?

Dlaczego...?!

Nie, to nieskuteczne.

Spiszę swoją własną Receptę.

Jedną na milion.

W końcu jestem indywidualną osobistością.

Taką też Receptę stosować powinnam.

Tak więc:

Wszystko, co Tajemnicze i Nieodgadnione. Pod żadnym pozorem nie stosować wszelakich pigułek, podnoszących poziom hormonu Szczęścia. Naturalnie, nie brać pastylek Bólu, ale też nie unikać ich.

I to moja repcepta.

Może nie istnieje, ale jest tą

Jedną na milion.

 

No cóż... Gdyby istniała jakakolwiek recepta na życie, nie byłoby- wbrew pozorom- aż tak barwnie...

Nieprawdaż?

Każdy chce być szczęśliwy,ale...

Jak to jest, kiedy budzisz się i wiesz, co Cię czeka?

- Spotkam się z bliskimi mi osobami, wygram na loterii, dostanę podwyżkę, szef mnie pochwali i zapewne awansuje, pójdę na koncert mojego ulubionego zespołu i jako jedyny dostanę autograf... Na koniec tego przecudownego dnia dostanę telefon od mojego Anioła i dowiem się, że jutrzejszy dzień będzie równie wspaniały...

Jaki to ma sens?

Jeżeli każdy dzień byłby taki sam- nie byłoby miejsca na Magię i Tajemnicę. Nawet tą bolesną...

Pławiąc się z tym, co najlepsze, nie zaznali byśmy cierpienia. A ono przecież uszlachetnia... Bylibyśmy wówczas obojętni na cierpienie innych, a tak- wiemy, jak im ciężko...

Jeżeli bylibyśmy wiecznie zadowoleni- zrodziłaby się w nas obojętność.

Szczęście byłoby czymś codziennym.

Bez cierpienia- nie potrafilibyśmy go docenić...

 

 

Upadłam tak, jak jeszcze nigdy.

Anioł podniósł mnie i otrzepał

Moje Skrzydła.

Wskazał Drogę...

Może tym razem tę właściwą....?

Jest ze mną.

Od zawsze potrzebowałam kogoś,

Kto potrafiłby ze mną być.

Trudno jest przecież trwać przy kimś

Aż tak nietypowym,

Żyjącym w świecie iluzji...

A jednak.

Staram się za wszelką cenę

Zdobyć się na zwykły gest,

Polegający na odnalezieniu

Radości zwykłych chwil.

I pomyśleć, że...

 


oceń
0
0

''... te kilka łez sprawiło, że na nowo odnalazłam Cię...''

poniedziałek, 25 grudnia 2006 13:22

 

 

To Ona, której nie rozumiał nikt.

Ona- wieczna, nierozwikłana Zagadka...

Ona- zasypiająca w Dzień, budząca się wraz ze zwiastunem Nocy...

Ona- zaskakująca swą osobowością nawet wówczas, gdy nieobecna...

Ona, której Łzy wyznaczały Drogę zagubionym...

Ona, która szukała Zrozumienia, choć nikt nigdy nie poznał jej wnętrza...

Ona, która zeszła na ziemię, pod postacią Anioła...

To ona...

Jeszcze do niedawna wmawiano jej, że nie ma szans;

Rozwiewano na wietrze jej Marzenia...

Słuchała tylko tych wszystkich trwożących Słów...

Wiedziała, że nie ma już Nadziei, że została sama w swoim Świecie...

Miała tę świadomość, że Koniec jest blisko, bo coraz bardziej opadała z sił...

To trwało tak długo...

Ona, która potrzebowała Ciepłego Słowa,

Ona, która nie jest taka, jak inni.

Ona, której Dusza dawno spoczywa pośród mgieł-

Oto Ona odradza się na nowo...

Jak Feniks z popiołu dostaje Nowe Życie,

Przez które Anioła wiódł będzie Anioł...

Już zegar na wieży wybił tę godzinę...

Już czas...

Już czas...

Słychać już szum skrzydeł Aniołów,

Które tylko czekają, aby Ją zabrać...

Więc...

W Drogę...

 

Podążaj Drogą, którą ja podążyć nie mogłam, mój Aniołku.

Nie bój się.

Będę przy Tobie.

Nie wykluczone, że też tam wyruszę.

Do Baśni Nie Kończącej Się.

Mającej swój początek gdzieś tam, gdzie

Wschodzi Słońce.

A kolejne rozdziały tejże złotej Księgi

Napisze ten Wiatr,

Co w nocy samotną przemierza Drogę.

Ten sam, którego Samotność

Wiedzie w nieokiełznane

Zakątki Świata.

Jego Świata.

 

A teraz chodź...

Coś Ci pokażę.

Chwyć mnie za rękę i mocno uśniśnij.

Ale pamiętaj...

Nie możesz mnie zostawić.

Od teraz musisz już ze mną być.

Na zawsze...

Od zawsze...

Widzisz?

Oto nasze dłonie splecione

Spotkały się na końcu Drogi.

Oto nam udało się przemierzyć

Ten tajemniczy Odcinek.

Nie,

Nie patrz mi w oczy.

Proszę...

One teraz są niebieskie,

Choć powinny być zielone...

Nie patrz w nie!

Proszę...

 

Wreszcie Cię odnalazłam....

Gdziekolwiek jesteś-

Jesteś ze mną...

Znów zaświeciło Słońce,

Bo Ty przy mnie jesteś.

Choć właściwie Cię nie widzę...

Wiem, że jesteś.

Czuję, jak Twoja dłoń

Trzyma moją

W mocnym uścisku.

Na zawsze...

Od zawsze...

I choć o tym nie wiesz-

Dowiesz się...

 

 

 

Jak pies, biegnący co sił

Z Duchem Wiatru

Setki Mil,

Aby zrozumieć,

Że jego Miejsce jest przy

Panu.

Tak ja, podążałam

Ze swoją ślepą wiarą.

Jak niewidoma

Kaleczyłam swe dłonie,

Zbierając Szkła

Rozbitych Marzeń...

 

  

 

Teraz wiem,

Gdzie moje Miejsce.

Choć nie ma Cię tutaj-

Jesteś...

Kiedy udaję się na spoczynek

I kiedy wstaję skoro świt-

Jesteś...

 

 

Czasem jest Noc,

I nie mogę Cię zobaczyć.

Ale, kiedy jest widno-

Widzę doskonale.

Potać owiana Tajemnicą,

Trzymająca w Dłoni

Złoty kosz Nadziei...

To Ty...

To ja...

To my...

To najznamienitsza

Poezja cudu istnienia...

 

  

 

 

 

 


oceń
0
0

''Zapisałam to na śniegu, daleko stąd. Parę oczywistych, ważnych słów...''

wtorek, 12 grudnia 2006 18:04

Nareszcie jestem w swojej realnej rzeczywistości... Potrzebowałam po prostu odpoczynku... Chociaż... Chyba właśnie teraz go potrzebuję... Ostatnie dni przyniosły wiele... Walczyłam wytrwale o pewną osobę. Nie chciałam pozwolić, alby po tak dużym czasie wszystko się rozpadło... Walczyłam. Upadałam, powstawałam i wyruszałam dalej. Aż w końcu przegrałam. Pogodziłam się z porażką. I choć mówili mi: 'to nie Twoja wina'... Choć ciągle powtarzali,że to ja zostałam potraktowana jak przedmiot... Choć ja sama mówiłam, że to nie moja wina, to tego jednego wieczoru poczułam na sobie ogromnę brzemię odpowiedzialności... Teraz wiem, jak było. Nie miałam pojęcia... Nie wiedziałam, że do mnie można się aż tak przywiązać... Nie wiedziałam... Co miałam zrobić? W tym jednym momencie poznałam prawdę... Chociaż postanowiłam,że nigdy nie wybaczę-zrobiłam to. Wiem teraz, że nikt nie skrzywdził mnie celowo. To była zupełnie inna sytuacja... Wybaczyłam tylko z jednego względu... Postanowiłam, że nie uwierzę już w żadne zapewnienia typu 'więcej się nie zdarzy'. Wybaczyłam dlatego właśnie, że wreszcie usłyszałam prawdę... O tym, jak ta osoba uzależniła się ode mnie emocjonalnie... Zawsze przebaczałam i obwiniałam się za wszystko. Zawsze cierpiałam. Postanowiłam nie wylewać więcej łez i nie dawać kolejnej szansy,ale... Wiem, jak to jest, kiedy odchodzi ktoś naprawdę ważny i to z naszej winy... Choć pewna osoba zniknęła z mojego życia z powodu kilku źle sformułowanych słów- wiem, że chciała dobrze. Ale wcale dobrze nie jest... Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, a wtedy ocenimy sytuację inaczej... I już będę rozważać to, co mówię... Musiałam więc wybaczyć. Nawet jeśli mnie skrzywdzono- nie mogłam dopuścić do tego, aby ktoś cierpiał tak, jak ja... Bo nikt na to nie zasługuje. Najgorsze, kiedy siedzimy naprzeciw bliskiej osoby, a jednocześnie mamy świadomość, że dawne chwile już nie wrócą... Niestety, ja tak mam. Ale nie pozwolę, aby czuł to ktoś inny. Mimo wszystko. Dałam szansę, ale teraz nie ja będę to wszystko odbudowywać. Pożyjemy, zobaczymy. Wierzę, że to było niechcący. Drugi raz zranić się nie dam. Nie w taki sposób. Pozwoliłam na to, ale kolejnej szansy nie będzie, także radzę tą dobrze wykorzystać :). Aktualnie mam zupełną pustkę w głowie, bo przez kilka dni pogodziłam się z owym końcem znajomości, a teraz dalej w niej trwam... Muszę sobie to wszystko dokładnie poukładać.

Wierzę jednak,że to ma sens...

 


oceń
1
0

'' Zamykam serce i udaję,że nie czuję... To nie jest chyba najlepsza modlitwa...''

sobota, 09 grudnia 2006 20:02

I znów zamyka się swoim pokoju, którego ściany od lat przesiąknięte są przeszłością... Została sama, teraz to wie. Myślała, że osoby, na które zawsze mogła liczyć- nigdy jej nie opuszczą... Myślała...

Tak, długo jeszcze porążała się w refleksjach, prowadzącym ku nicości...

Wylała tyle łez, bo przez jej głupotę pewna osoba zniknęła z jej życia...

Wylała tyle łez, bo jedna idiotka pragnęła zrujnować jej życie... Chciała zniszczyć jej więź z inną osobą... Cóż... Zaczynała już nawet myśleć, czy owa więź ma swą wzajemność... Ale ona wierzy, że ma. Osoba, którą darzy przyjaźnią- nie zostawi jej dla istoty pozbawionej jakichkolwiek uczuć. Nie zostawi... Nie teraz... I ona w to wierzy...

Minęło tyle godzin,dni,tygodni...Aż wreszcie zrozumiała. Pojęła, że nie jest sama...

Była załamana, nie miała już sił. Upadła...

Nagle... usłyszała głos. Po nim drugi, trzeci... Zrozumiała, że nie jest sama... Z nią jest przecież Bóg...

Wczesniej w Niego nie wierzyła. Albo inaczej- nie chciała wierzyć. Nie pojawiał się w jej życiu lub pojawić się nie chciał. Ale... Tego dnia było inaczej...

Zrozumiała, że Bóg odebrał jej tę jedną osobę, ale dał inne. Nie pozostawił jej samej... On jest... Tego dnia był z nią. I to bliżej, niż zwykle... Przemówił do niej w ciszy... Słyszała Go i wyraźnie czuła Jego obecność... I to było piękne...

Bóg zabrał jej tę osobę, aby zastąpić ją innymi. Bo czasem darzyć kogoś sympatią, to pozwolić mu odejść...

Bóg dał jej inne osoby...

I...

Bóg postawił na jej drodze pewną istotę o niezwykle niskiej inteligencji. Nie, nie zrobił jej tego na złość. Chciał po prostu udowodnić jej, że nie jest słaba.

Teraz kieruje jej życiem tak, aby wreszcie była szczęśliwa...

Postawił jej na drodze tą bezmyślną istotę, aby umocnić więź zachodzącą pomiędzy nią, a inną osobą. Zrobił to, bo dzięki temu ta więź się umocni. On wie, że ta osoba jej nie zawiedzie i chce jej to ukazać...

I jeszcze raz zobaczyła światło...

Nie chciała już nic mówić...

Po prostu poszła w Jego kierunku...


oceń
0
0

''Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy i nienawidzę słów 'nic nas nie rozłączy'...''

wtorek, 05 grudnia 2006 16:03

 

Nie żyje, a oni mają czelność stać nad jej grobem, myśląc- egoistka. A jakież tu inne można wysnuć wnioski? Przecież zabiła się, nie myśląc, że zostawia najbliższych... Egoistka. Samolubna ofiara własnych urojeń... Ileż można?!

Egoistka... To słowo ciągnie się za nią, niczym wielkie pasmo nieskończoności...

Bo w momencie śmierci nawet nie pomyślała o bliskich...

Ale...

Czy oni nie mogli pomyśleć o niej?

Teraz najłatwiej stać nad jej grobem, szepcząc przez łzy, jaka to ona była samolubna...

Wybrała śmierć, skazujac innych na cierpienie...

Egoistka...

Ale... Czy oby na pewno?

Dlaczego oni nie mogli pomyśleć o niej? Czasem to śmierć staje się najlepszą chwilą w życiu...

Kto wie, co tak naprawdę dzieje się w umyśle samobójcy...? Chyba tylko on sam...

Nie można mówić o kimś, kto się zabił- egoista...

Czyn samobójczy dzieli się przecież na kilka faz...

Pierwsze polegają na małym, zupełnie niepozornym problemie... Dzieje się coś złego, próbujemy szukac pomocy... I co? I dowiadujemy się, że nasz problem to zupełna błahostka....

Później.... W poczuciu bezradności, samobójca coraz bardziej zamyka się na ludzi i na  świat... Tak, myśli już o śmierci i o tym, jak zacznie nowe życie...

Z czasem te myśli przeobrażają się niestety w czyn

...

'Ona robiła to świadomie... Jak mogła nas zostawić?!'

Też mi pytanie...

A jak wy mogliście zostawić ją? Samą, w ciemnym pokoju, z tysiącem różnorakich rozterek...

Zaczęło się przecież tak niewinnie...

Ona myślała o was w jednej z ostatnich faz...

Nie chciała wcale was zostawić... Pragnęła żyć tylko dla was- mimo wszystko...

Ostatnia faza musiała jednak nadejść...

Chwyciła narzędzie zbrodni i dokonała czynu...

Egoistka? Nie sądzę...

Ostatnia faza to inaczej niezdolność prawidłowego myślenia... Ona nie kierowała się już logiką... To był impuls. Chwila zwątpenia osoby zdesperowanej...

Tylko jak ta chwila musiała się zakończyć...

I co teraz powiecie?

Egoistka?

Przecież ona chciała żyć... Potrzebowała pomocy, ale była za słaba, by o nią wołać... Powiedziała raz. Sądziła, że to wystarczy. Ale woleliście ignorować ten cichy, delikatny głos...

A teraz...

Przychodzicie na jej grób... Składacie kwiaty... Już nie myślicie 'egoistka', bo wiecie, co naprawdę zaszło...

Egoistką byłaby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby posiadała zdolność logicznego myślenia, w chwili dokonywanego czynu...

Nawet to zostało jej odebrane...

Mimo, że jej nie ma- odzyskała dobre imię.

Tak, wielu ludzi ją odwiedza.

Nawet nieznajomi.

Kładą kwiaty, zapalają świeczkę...

A przyjaciele...

Ona zawsze zostanie w ich pamięci...

Przychodzą do niej nieraz i rozmawiają z nią...

Już od tylu lat przesiadują tam bezustannie, bowiem chcą usłyszeć jej śmiech... Tak donośny i pełen radości...

Zapalając świeczkę, spoglądają na płomień, który zdaje się jakoś dziwnie świecić... On unosi się, powolutku narastając... A w nim widnieje postać Anioła, szepczącego delikatne 'dziękuję'...

 


oceń
1
0

środa, 21 lutego 2018

~*~ Anioły, Szukające Nadziei ~*~:  348 708  

Nie Czekaj Na Jutro...

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

W Związku z Samotnością...

"(...) kiedy mnie już nie będzie. Spalcie w kominie moje buty i płaszcz, zróbcie sobie miejsce..."

Trochę Wspomnień, Tamtych Dni...

nela01@wp.pl ... Odpowiem.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 348708

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl